|
20 października, wtorek, godz.16, galeria "Pod Aniołem"
finisaż wystawy prac studentek
wydziału malarstwa
:::fotorelacje
Janka Cieplińskiego i Małgosi Kaznowskiej
Drogie Artystki
Sekcji Plastycznej Rabczańskiego UTW
Podsumowanie
dwudziestu lat uczestnictwa i pracy w naszej Sekcji – jak
sama nazwa wskazuje - może być krótkie, ale nie odzwierciedli
ani poświęconego czasu, ani pracy, zaangażowania i wysiłku
nie tylko związanego z twórczością, ale i otoczkom, które
towarzyszyły wydarzeniom, a bez tych nie było by świętowania.
Zatem:
zaczęło się
nie niewinnie, ot - z „głupia frant” – a może
spróbujemy? Ponieważ 99% składu stanowiła odważna płeć piękna,
tknę słowa „kobiecość”, bo w nim się już kryje
tajemnica sukcesu. Zawarte w nim „coś”, ale i
„ość”, pozwala na słowną zabawę. Możliwe, że
wiele naszych marzeń utknęło w młodości w gardle, jak ta ość.
Możliwe, że kiedyś swoją: atrakcyjność, godność, wartość,
przynależność i talent uznałyśmy, że na to nie zasługujemy
i stało się inaczej. Inne wykonywane zawody, często wbrew
sobie – bo taka praca się trafiła, albo taka daje zarobić
na życie. Ale coś też zadziałało i doczekałyśmy
cudownego czasu emerytury i stanęłyśmy odważnie przed
wyzwaniem.
Okazało się,
że chcemy malować i to bardzo chcemy. Ponadto chciałyśmy być
razem, bo w tym „razem” utkamy coś własnego i tym
okazał się wzór tylko nasz. Rozkwitłyśmy, a to przemiana pięknienia,
dojrzewania emocjonalnego i duchowego. Choć nie miałyśmy do
siebie zaufania, to wszystko się stało. Nie bez pomocy. I tu
wymienię naszych przewodników zarówno fachowości, jak i
naszego dojrzewania w odwadze, zmianie i kreowaniu siebie.
- śp. Agnieszka Wańkowicz
Marczak.
To ONA
pierwsza znalazła czas, aby być z nami, podpowiadać czym,
jak, kiedy i dlaczego tak. Początkowo była tak spolegliwa,
że ustawiona pierwsza martwa natura nie była podobna do
niczego na naszych kartkach, ale chwaliła nas za odwagę i
dobre chęci (choć nimi podobno piekło wybrukowane).Dzięki
temu, że potraktowała nas jak „domowe
przedszkole” przestałyśmy się bać farb, pędzli i
blejtramów, łącznie z ołówkiem i gumką. Dziękujemy Ci
Agnieszko!
- śp.
Jasiu Kolecki. To były zajęcia już z innej beczki.
Jasiek pomagał, poprawiał, stawiał nas w odległości i
pytał „co widzisz tam, a co u siebie? i to był szok.
Ale zaczynaliśmy mieć dystans do swoich umiejętności i
odwagę uznania fałszu, błędu i braku wiedzy. To była
podwalina niczym kamień węgielny pod kościołem. W
dodatku było wesoło i bezstresowo. Oj… Jasiu
Kochany! Często jesteś wśród nas !
- Chwilę była z nami śp.
Marta Hordziej ( z domu Kolecka).
Też
miała do nas cudowny dystans i nim nakręcała dalszą
odwagę. Plany były z tzw. „górnej półki”.
Malowanie na cegłach płatkami złota – a to będzie
frajda! Jednak choroba Marty przerwała wszystko. Wielka
szkoda, a raczej tragedia.
- Ponieważ z Rodziną
Koleckich nie możemy się rozstać i za to dzięki
Opatrzności - obecnym naszym szefem jest Piotr. Z
Nim deczko inaczej. Piotr niby zostawia nam „wolną
rękę”, a jednak konkretnie zaprasza do spotkania z
tajemnicą, co mówi do nas świat, przyroda, światło,
codzienność i uczucia, bo bez nich obraz nie istnieje,
jest martwy, a przecież nie o to chodzi. Przede wszystkim
zachęca nas do spotkania ze sobą i co warto –
uczynił to ważnym. Ale to już wyższa szkoła jazdy.
Wiesz Piotr, że jesteśmy wdzięczne!
Już niczego
nie musimy, obowiązki są tak przyziemne, że nawet trudno je
nazwać obowiązkami – ale przemieniły się w spotkania.
Chwile stały się proste, ale pełne znaczenia. Ważne!
Przytoczę słowa
nieznanego mi autora: „wierzymy, że słowa nas tworzą i
że my słowami tworzymy świat”. Za każdym rękodziełem
kryje się tajemnica, bo w każdym jest energia autora, uczucie,
piękno i kawałeczek jego duszy.
Kochani. Nie
obejdzie się bez chwili statystyki, zatem, żeby nie marudzić,
a jednak wszystkich docenić. Bo bycie razem to nie tylko
malowanie, to liderki, które panowały nad administracyjnym
szykiem całości.
- Władzia Kopytek
– pierwsza liderka. Nie było jeszcze jasne, na czym
ten mało sympatyczny zaszczyt polega. Ogarnianie finansów,
list obecności, zapisów, wypisów i tego całego
harmideru, żeby funkcjonowanie Stowarzyszenia miało tzw. ręce
i nogi. Nauczyła nas, gdzie jest miejsce w szeregu LIDERA,
ale chyba nic nie poszło na marne. Zaangażowanie Władzi
często przekraczało granice musu. Dekoracje, zastawione
stoły szkłem, (którym nie dysponowaliśmy nigdy, bo było
skromnie i składkowo). Jej staranie przeszło wszelkie
oczekiwania. Ona tak ma !!!!!!!
- Sonia Maryńczuk
–
po kadencji Władz miała łatwo, bo wszystko już było
wiadome.
- Grażyna Lysy –
miała
łatwiej, bo wiedza poprzedniczki szła za nią i ścieżka
była wręcz jasna, wydeptana i tym samym prostsza.
- Anna Matuszewska –
uproszona (b nikt nie chciał ochoczo) wyraziła zgodę, ale
poradziła sobie koncertowo.
- Lidka Gilewicz –
chciała zrewolucjonizować cały ten Matrix, ale nie wyszło.
- Monika Krzemińska
–
obecna
liderka ma za swoje, i choć jest nas mniej, pracy nie ubyło,
a i terminy się nie zmieniły. Zawsze jest „pod górkę”.
Trudno. Ktoś musi!
Wypunktuję
teraz Członków Sekcji, bo za tych dwadzieścia lat było nas
trochę, i nie śmiem pominąć nikogo, bo Każdy ma tu swój wkład,
a sensem tej uroczystości jest - czy się komuś podoba czy nie
– wspomnienie obecnych, ale i tych którzy z powodu stanu
zdrowia zaniechali uczestnictwa i tych, którzy patrzą już na
nas z góry.
- Władzia Kopytek
- Jadzia Osiadacz
- śp. Helenka Pindel
- śp. Stasiu Urbanik
- Lidka Sołowińska
- Sonia Marynczuk
- Lidka Gilewicz
- Józia Worwa
- Bożenka Stankiewicz Fons
- Grażynka Lysy
- Gosia Kaznowska
- Zosia Sokół
- Hania Matuszewska
- Danusia Wyrobek
- Marysia Świątkowska
- Marysia Ceklarz
- Ania Rodzik
- Monika Krzemińska
- Zosia Maciuszek
- Kasia Maciuszek
- Lucynka Kozak
O każdym można
napisać pochwalne dwa zdania, dowcipnie i z pazurem, bo każdy
wniósł do nas swój kawałeczek życia, ale resztę niech każda
sobie dopowie w sercu, choć wiem, że każda z nas ma swoje
spostrzeżenia i wspomnienia inne. Tak to już jest.
Raz jeszcze
dziękuję wszystkim za przybycie, dostarczone prace na wystawę
i zaangażowanie w miarę możliwości. Jesteście Wielkie i
niech ten nasz wspólny czas TRWA !
Szczególne
podziękowania należą się Piotrowi, który zadbał o
wizerunek artystyczny wystawy i pomoc, bo bez Niego nic by się
nie udało.
Spisała: M. K.
PS. Ogromną i magicznie miłą
niespodzianką były Jubileuszowe prezenty. Maleńkie sztaluguńcie
z obrazem (osobistym i wystawowym) i dedykacją pamiątkową.
Przypuszczam, że to dzięki tandemowi Monik + Piotr
zrealizowano ten fantastyczny pomysł. Dziękujemy po stokroć -
szczęśliwości brak końca. Brawo !!
PS2. Wielkie podziękowania
dla Janka Cieplińskiego za obecność z aparatem na naszych
imprezach, Gosi Kaznowskiej za zdjęcia i teksty na naszą stronę
www i Zosi Sokół za prowadzenie Kroniki naszego wydziału
malarstwa.



|