:::Informacje w sprawie  ochrony danych osób fizycznych

Sekretariat czynny 
od poniedziałku do piątku 
w godzinach 9:00-14:00
tel.: 606 530 239


Serdecznie zapraszamy


 


 
 






 

 



Dnia 3 sierpnia o godzinie 17-tej w kaplicy pw. św. Franciszka przy szkole dla niewidomych zostanie odprawiona msza w intencji śp. Ireny Szuby z udziałem uniwersyteckiego chóru Cantabile.    Prosimy o przyjście. 


Ponieważ PREZESEM się bywa
– jak zresztą papieżem i prezydentem –14 czerwca na Walnym Zebraniu, prócz kosmicznie sprawnie przeprowadzonych sprawozdań za miniony rok pod batutą Beaty Śliwińskiej - i tu ukłon za tempo zebrania, bo sala obrad UM zamieniała się z każdą minutą w saunę - pożegnaliśmy naszą panią Prezes Grażynkę Lysy. Wielkim bukietem kwiatów podziękował za trud pracy, a tegoroczna szczególnie obfitowała w kłopoty, Starosta UTW Michał Skowron. Nie było lekko, bo wrześniowy pożar „Anioła” pozbawił nas siedziby, a następną traumą, którą trzeba było wziąć na klatę, było uprowadzenia nam Patrycji Przywolskiej, naszej ukochanej sekretarki. 
Bycie Prezesem Stowarzyszenia, które nie ma gdzie faktury podpisać, już nie mówię o spotkaniu i przyjmowaniu stron, jest niezwykłym wyzwaniem, głównie przykrym, upokarzającym i niesamowicie kłopotliwym. Grażyna dała radę! 

     
Prezes Grażynkę Lysy pożegnaliśmy bukietem kwiatów,    a Lidzi Gilewicz przekazalismy władzę.

Prezesować przez przyszły czas będzie nam nasza koleżanka, dotychczasowa liderka „plastyków’ Lidzia Gilewicz. Osobiście składam Jej wielkie podziękowanie za wyrażenie zgody na pełnienie tej funkcji, która prócz chwilowych splendorów okupionych wielką pracą, nerwówką, niedospaniem i staraniem, jest, co tu dużo mówić, parszywa. Ale czekamy na chętnych do współpracy, bo sama niewiele nawojuje, a bez bojów niczego w tym systemie nie da się zrealizować. 
TRZY miesiące mają obecni i przyszli członkowie Rabczańskiego UTW na zastanowienie się i zgłoszenie w październiku do pomocy. Nie zawiedźcie nas!

Małgorzata Kaznowska

14 czerwca po Walnym Zebraniu popołudnie spędziliśmy wspólnie pod Krzywoniem na grillowaniu i tańcach – bo takie dzięki organizatorom tego spotkania też były- przy muzyce „na żywo” w wykonaniu „człowieka orkiestry” pana Wojtka Stojowskiego. Jasne, że było wszystko pyszne. Kto nie był - niech żałuje. Do zobaczenia w październiku. 

:::zdjęcia


Drogie Koleżanki i Koledzy RUTW

Zakończyliśmy kolejny 13. rok działalności naszego Stowarzyszenia, rozpoczynając w pełni zasłużone wakacje akademickie.

Zarząd RUTW, jak również zaangażowani i aktywni słuchacze, swoim działaniem przyczynili się do dalszego - moim zdaniem- ważnego i znaczącego dla nas i społeczności rabczańskiej, rozwoju Stowarzyszenia, podejmując nowe inicjatywy i realizując nowe pomysły.

Okres ten, a w szczególności ostatni rok akademicki 2018/2019, był czasem szczególnym, obfitującym w wydarzenia zarówno pozytywne, jak i w zdarzenia wpływające na znaczne ograniczenie naszej działalności.

Pożar i zniszczenie naszej stałej siedziby w willi „Pod Aniołem” teoretycznie wykluczało dalszą naszą egzystencję; nie poddaliśmy się jednak i z wielką determinacją podjęliśmy „reanimację” RUTW, doprowadzając do dalszej, bardzo trudnej, ale efektywnej kontynuacji funkcjonowania naszego Stowarzyszenia. W ubiegłym roku nastąpiła również zmiana władz samorządowych, co również wywołało znaczne perturbacje w działaniu RUTW. Jestem przekonana, że, po wzajemnym poznaniu i zrozumieniu swoich racji, współpraca nowych władz samorządowych z Uniwersytetem będzie równie dobra i owocna jak współpraca z poprzednim samorządem.

Truizmem jest bowiem stwierdzenie, że RUTW jest istotnym ogniwem życia społecznego i kulturalnego Rabki- Zdroju i bez jego istnienia dziedziny te będą znacznie uboższe.

Jak już Państwo wiedzą, ze względów osobistych zmuszona byłam do złożenia rezygnacji z funkcji prezesa RUTW, co uczyniłam po długim namyśle i z wielkim żalem, ale niestety życie ma swoje prawa i czasami wymaga odpowiednich wyborów.

Czas, kiedy kierowałam Zarządem RUTW, był wypełniony intensywną pracą, w której wspomagali mnie zarówno członkowie zarządu jak i najaktywniejsi słuchacze. Bez tej współpracy uzyskane efekty i osiągnięcia nie byłyby możliwe, za co serdecznie wszystkim dziękuję.

Mieliśmy czasami różne zdania i propozycje, ale rzetelna, pełna zrozumienia dyskusja zawsze doprowadzała do uzyskania konsensusu i podejmowania optymalnych decyzji.

Trudno mi obecnie wymienić wszystkie wspierające mnie koleżanki i wszystkich kolegów, ale szczególne podziękowania kieruję do Starosty roku Michała i do Przewodniczącej Komisji Rewizyjnej Izy.

Dziękuję również Beacie za dzielenie się swoim ogromnym doświadczeniem, które było bardzo cenne i pomocne w podejmowaniu trudnych decyzji.

Wyrażam głębokie przekonanie, że wybrana przez nas nowa Przewodnicząca Zarządu RUTW będzie kontynuatorką najlepszych tradycji Uniwersytetu i wraz z tym Zarządem zapewni dalszy jego rozwój, czego zarówno Jej jak i nam życzę z całego serca.

Bardzo dziękuję wszystkim Koleżankom i Kolegom za okazane zaufanie oraz za wspólne działania i osiągnięcia.

Dziękuję wszystkim Przyjaciołom wspierającym RUTW oraz przedstawicielom władz rozumiejącym wagę i znaczenie aktywności seniorów dla całego społeczeństwa.

Grażyna Lysy


:::Kilka zdjęć z Dawnej Rabki Czar 


Warsztaty w Mszanie Dolnej 6-8 czerwca 2019   :::zdjęcia

Do tradycji już należy pod koniec każdego roku akademickiego wyjazd naszego chóru na warsztaty muzyczne . Czasem do chóru dołączają się inne sekcje. W tym roku była to grupa brydżystów.
Warsztaty odbywały się w znanym już nam ośrodku w Mszanie Dolnej, u stóp Lubogoszczy. Panujące tam spokój i cisza umożliwiają skupienie się na pracy. Chórzystki pod kierunkiem Pani Zofii Zborek z zapałem pracowały nad programem jubileuszowego koncertu, który odbędzie się w listopadzie . ( Ani się obejrzeliśmy a chór „Cantabile” liczy już 10 lat ). Brydżyści , również z zapałem, doskonalili swoje umiejętności w rozgrywkach – mamy nadzieję, że wykorzystają je podczas kolejnej Senioriady.
W czasie wolnym uczestnicy spacerowali podziwiając piękne widoki, czytali, toczyli pogawędki i, oczywiście, śpiewali przy akompaniamencie gitary. Było także ognisko.
Personel ośrodka dbał o nas bardzo. Pogoda dopisywała. Miłe towarzystwo. Czekamy więc już na następny wyjazd.


Croatia– wyjście awaryjne

Zapłaciłam wycieczkę. Jadę. Jestem zmęczona polityką ,w którą dałam się wciągnąć. Przerażona pedofilią, którą ujawnili bracia Siekielscy i pogodą, bo ciągle zimno i leje. Nie biorę aparatu, bo szwankuje i już mu nie wierzę, po drugie to pakunek do dźwigania. Po grzecznie przespanej nocy jesteśmy w Medjugorie, a tu okazuje się, że to znowu ja mam zrobić reportaż z wycieczki, choć nie jest ona strikte dla studentów Rabczańskiego UTW. 

I bądź tu mądry człowieku. Ja za własną kasę jadę do pracy – i gdzie tu sprawiedliwość?

To pielgrzymkowe miejsce zwiedzamy pod parasolami. Droga na szczyt (choć Matka Boża podobno ukazała się w połowie tejże wyrypy – podobno, bo do dzisiaj miejsce to jest li tylko pielgrzymkowe, nieuznane przez Kościół jako cudowne) jest, mało powiedziane, trudna. Wyrypa , choć tragicznie spadzista, nie kojarzy mi się ze ścieżką skupienia i dziękczynnej modlitwy, a raczej z trasą za jeszcze nienagrzeszone uczynki. Ostre, porowate, karkołomnie dziurawo – krzywe skały w deszczu są dla mnie przerażająco niebezpieczne. Jestem tu po raz pierwszy, wycieczka dopiero się zaczyna. Nie chcę z nogą w gipsie przeleżeć na hotelowym balkonie. Dziękuję bardzo. Ja nie. Ale śmiałków i chętnych nie brakuje. 
Miasteczko jest miniaturowo – malusie, a uliczka w stronę drogi pielgrzymkowej jest oblepiona straganami, na których wszystko, ale to dokładnie wszystko (nawet otwieracze do piwa) jest z wizerunkiem Matki Boskiej, ale nie tylko to można tu nabyć. 
Rozumiem, że tubylcy muszą zarobić, ale może bez przesady. Chyba nikt na świecie w takich miejscach nie ma skrupułów w oblepianiu czego się da wizerunkiem MB. Dla mnie osobiście to paskudne i tyle. Poza sztampowymi dewocjonaliami jest też pełen wybór tutejszych alkoholi, czyli rakii. Od aromatycznych nalewek z wszystkiego, co natura dała, w maluśkich „seteczkach” uroczo podpisanych do półtoralitrowych flach po wodzie mineralnej za jedyne 5 €. Miody wszelkiego kalibru, aromatyzowane ziołami octy i oliwy, dżemy mandarynkowo – figowe, najzdrowsze na świecie soki i likiery owocowe. Ruszamy w dalszą drogę. I pierwsze „bum” – ale jak to wycieczka bez atrakcji?, w dodatku seniorów. Coś się musiało wydarzyć. Kto był, to wie, dlaczego wysiadamy przejeżdżając przez most. Mnie się podobało i uważam, że nie dość, że każdemu mogło się to przydarzyć, to w dodatku bez kawy mamy adrenalinę w normie. A że do docelowego miejsca naszego pobytu nie ma innej drogi , tylko półki skalne, będzie ostra jazda. Towarzystwo jest doborowe, jedzie nam się spokojnie, ale i wesoło. Mietek za plecami tak dowcipkuje, że mną telepie ze śmiechu. Faceci to nawet inaczej widzą jak my, hmm.., niepojęte. Częstujemy się wzajemnie nie tylko słodyczami, ale w ramach zapobiegania dezynterii od czasu do czasu lecą napitki „ku zdrowotności”. Jest tak, jak powinno być. Staram się po drodze coś cykać, ale na co drugim zdjęciu wychodzi wyjście awaryjne i zaraz mnie szlag trafi. Gdzie mnie ta Ela posadziła? Mało to okien w autobusie bez.., młotka ?
Acha – Chorwacja w swej cudownej rozciągłości wzdłuż Adriatyku ma dziewięciokilometrową przerwę stworzoną jęzorem terytorialnym Bośni i Hercegowiny. Zatem podczas podróży mijamy granicę chorwacko – bośniacką, a za dziewięć kilometrów – odwrotnie. Często są tu długie postoje. Bośnia nie jest w UE i może to zwykła zemsta?
Zaczyna się…,że jedziemy po stronie skały to ćwierć biedy, choć mijanie z cysterną mrozi mi nogi. Ktoś pisnął – kierowca pociesza przez mikrofon, że on też ma lęk wysokości i jak są takie niemożebne agrafki, to zamyka oczy. No i fajnie. Mimo przelewającej się adrenaliny, docieramy do hotelu w niezmniejszonym składzie. Uff ! !
Wieczorem na balkonie, przy lampce wina, podziwiamy z Grażynką naszą najcudniejszą na świecie, zjawiskowo i romantycznie podświetloną trpanjską przystań. Jest raj. 
Choć to maciupka miejscowość, trasa widokowa jest urokliwa. Tu ciężko się nie zachwycać widokami. Połączenie białych skał z błękitno- szmaragdową wodą jest wystarczająco urzekające dla mnie. Dlatego proszę wybaczyć, ale zagalopowanie się w zachwycie byłoby dziwactwem, a tego nie chcę. Nie byłabym sobą, gdybym ominęła napotkany po drodze staruchny cmentarz, na którym pierwszy nagrobek ma datę 1903. Jest też i nowa cześć z nowymi nagrobkami, a ponieważ to wzgórek – widok w stronę zatoki zatyka dech w piersi. 
Karmią nas smakowicie i poją doskonale. Nie ma mowy o głodzie. Wachlarz posiłków (prócz śniadań – choć można było codziennie co innego wybrać i byłoby też urozmaicenie) obiadowych i kolacyjnych bez zastrzeżeń. Jak komuś mało, to można się „dopoić „ w gratisowym barze, gdzie pipy kolorowych win, piwa, toników, soków z lodowatą wodą włącznie do naszej dyspozycji, a butle z różnistymi rakijami i Brandy robią furorę.
Wyprawa do Dubrownika z panią pilot. Znowu zaliczamy półki skalne tym razem od strony przepaści. WOW! Po drodze słuchamy lekko i przystępnie podanej historii tego regionu, a szczególnie historii czasów chwały, bogactwa, piękna architektury, potężnych murów i czaru tego miasta, które zawdzięcza okresowi niezależności tj.1358 – 1808r, gdy funkcjonowało jako arystokratyczna republika kupiecka pod rządami miejscowego patrycjusza. 
„ Bardzo korzystna lokalizacja na granicy świata Zachodu i Wschodu oraz wyjątkowa przedsiębiorczość mieszkańców pozwalały Republice Raguzy (Dubrownickiej) osiągać bardzo wysokie dochody z handlu, a nawet rywalizować z dużo większą i silniejszą Wenecją. Dzięki wyśmienitej dyplomacji oraz wysokiej świadomości politycznej i trafnym decyzjom rządzącej elity, maleńkiej republice udało się przetrwać i zachować swoją niezależność w bezpośrednim sąsiedztwie regionalnych mocarstw – od późnego średniowiecza, aż do epoki napoleońskiej. Dubrownik miał dużo większe znaczenie w regionie i międzynarodowy wpływ niż teoretycznie pozwalałyby jego mały potencjał ludnościowy i niewielkie terytorium. To wszystko składa się na pasjonującą opowieść o niedużym, handlowym mieście na dalmatyńskim wybrzeżu, które potrafiło niezwykle umiejętnie pokierować swoim losem – by odnieść wielki i niespodziewany sukces.”
Z półek skalnych miasto ma swój czar i widać dawną potęgę, ale z bliska, gdzie do ogromnych baszt (nasz Barbakan sprawiałby wrażenie przy nich takiej bidy dla krasnoludków) i murów o szerokości 6,5 m można się przytulić, mam ciarki na plecach. Że też to jeszcze stoi? Sama siebie pytam. Przecież tu od wieków działania wojenne. Począwszy od kolonizacji greckiej, przez najazd Słowian na Bałkany (po tym czasie Epidaurowie założyli niewielką osadę na skałach zwaną Ragusium, która dała początek włosko- dalmatyńskiej nazwie dzisiejszego Dubrownika). Do końca XII wieku basen Morza Śródziemnego jest szarpany przez wpływy bizantyjsko – arabskie (m.in. Turków Osmańskich) i pod coraz mocniejszym wpływem Republiki Weneckiej, dla której nie ma ceny, by zawładnąć Ragusą. Po I wojnie wpadli w ręce Węgrów, którzy za 100 tysięcy dukatów sprzedali ich Wenecjanom. Potem było Cesarstwo Austrii, Napoleon i znowu Turcy. Po II wojnie zostali Jugosławią, aż do 1991r, kiedy to proklamowano suwerenność, co doprowadziło do najkrwawszego konfliktu na świecie po II wojnie . To dalej beczka prochu, a jak długo nie zaiskrzy, to się okaże. 
Przewodniczka po Dubrowniku nie dość, że ma esencjonalną wiedzę o tym mieście i jego bałamutno – szalonej historii, to podaje ją na tacy z świetnym dowcipem, lekką ironią i kpiną (bo tacy są dubrowniczanie) co w sumie przy ogromnym słońcu daje nam wędrówkę z „pieprzem i wanilią”. Jest bosko!
Moje notatki nie nadążają, ale – kto był, to swoje wie – ja tylko staram się nieudolnie z lekka przypomnieć to i owo, tylko po to, żebyśmy nie myśleli, że tylko Polacy mają swoją historię. Chorwaci też i to nie mniej kwiecistą, a jednocześnie zbrukaną krwią.
Wracając do jazdy. Mijamy polia (zapadliska jaskiń), cudowny kanion rzeki Cetyny, która szmaragdową kreseczką mignęła nam na moście. Rozlewisko Neretwy, zwanej boską rzeką, tworzy niesłychanie żyzny obszar zwany Kalifornią Chorwacji słynny głównie z uprawy mandarynek, choć jest jedną z najzimniejszych rzek na świecie. Znowu pniemy się w górę półkami skalnymi, ale adrenalina ta sama, jak za pierwszym razem. Do tego chyba nie da się przyzwyczaić. 
Czwartek spędzamy na plaży. Jest cudowne ciepełko południa i bryza Adriatyku. Dodając do tego, że na plaży jesteśmy prawie tylko my - znowu jest bosko. 
Spakowani ruszamy do domu. Po drodze wodospady na rzece Krka. I tu dopiero namacalnie widać, jak zaplanował Wszechmocny Raj. Dzięki obfitym majowym deszczom wody jest do woli i bucha z taką siłą, że słychać ją jeszcze na parkingu. To także wywierzysko - to źródło krasowe wypływające na powierzchnię pokonawszy często iks kilometrów pod skałami. I choć najpiękniejsze jest rzeki Buna – niedaleko Mostaru, w miejscu niedaleko pustelni Derwiszów, gdzie wypływa spod dwustumetrowej wapiennej skały, pojawiając się na powierzchni po prawie 20 kilometrach płynięcia pod ziemią. Niebywałe. Tam trzeba też jechać, póki nikt nie zaiskrzył.
Nasza Krka wypływa z gór Dynarskich w pobliżu Szybenika i po 79 km wpada do Adriatyku, urzekając po drodze swoimi wodospadami i jeziorami. Narodowy Park założono dopiero w 1985r i ma – bagatela- 109km 2. Obszar wzdłuż rzeki Krki obfity jest w pomniki kulturalne i historyczne, ślady twórczości człowieka od prehistorii aż po dzisiejsze czasy. Znajdują się tam pozostałości wodociągu rzymskiej Scardony, pozostałości rzymskiego obozu wojskowego Burnum oraz pozostałości średniowiecznych twierdz chorwackich z XIV wieku.
Jednak najpiękniejsze są „żabowiska”, gdzie zaloty trwają chyba nieustannie, i kumkanie zagłusza kacze kwakanie. 
Mogłabym jeszcze ze dwie strony napisać zachwytów i o magiczności tego miejsca, ale przemilczę, bo może lepiej w zadumie oddać się wspomnieniom, a ciekawskim wrażeń polecam odwiedzenie tego miejsca.
Dziękuję w imieniu grupy organizatorom , a nade wszystko kierowcom, którzy karkołomność trasy pokonali koncertowo. 
Było rajsko – co tu dużo gadać. 

Małgorzata Kaznowska 

:::fotorelacja


W tym roku nasz uniwersytecki chór "Cantabile" włącza się w realizację jednego z punktów programu imprezy historycznej "Dawnej Rabki Czar".
Zapraszamy 8 czerwca o godz. 17 w okolice kawiarenki "Mon Ami" do wspólnego śpiewania piosenek retro. 

11 maja 2019 - VII Marsz Nordic Walking Studentów UTW 2019
11 maja nasi studenci po raz szósty /wraz z ponad 200 uniwersytetami/ wzięli udział w Ogólnopolskim Marszu Nordic Walking organizowanym przez Stowarzyszenie „Akademia Złotego Wieku -Uniwersytet Trzeciego Wieku w Wejherowie. Zgodnie z regulaminem należało pokonać 5-kilometrową trasę. Ponad 20 słuchaczy UTW pokonali trasę wiodącą z Parku Zdrojowego na Krzywoń. Celem akcji jest zachęcenie seniorów do aktywności fizycznej zgodnie z maksymą „anima sana in corpore sano - w zdrowym ciele zdrowy duch”, a także promocji czynnego spędzania wolnego czasu, integracji środowiska studenckiego, czerpania radości ze wspólnego wysiłku. Dziękujemy kol. Krystynie Weker za zorganizowanie tej akcji.

Zarząd

:::zobacz fotorelację


Majówka z Uniwersyteckim chórem „Cantabile”
Już po raz kolejny lekcja śpiewania z uniwersyteckim chórem „CANTABILE” uświetniła kilkudniowy program MOK-u związany z rabczańską Majówką 2019. Mimo deszczu i niezbyt ładnej pogody w Amfiteatrze dość licznie zgromadzili się mieszkańcy i goście odwiedzający Rabkę-Zdrój.

Chór „Cantabile” pod dyrekcją Zofii Zborek dał koncert pieśni patriotycznych związanych tematycznie ze świętem 3 Maja pt. „WITAJ, MAJOWA JUTRZENKO”, a zgromadzeni w Amfiteatrze wspólnie śpiewali pieśni patriotyczne , posiłkując się tekstami ze śpiewników rozdanych przez Rabczański UTW. Wybrzmiała „ Wojenka”, „Jak długo na Wawelu”, „Jakem maszerował…”.„Ułani…”, „Witaj, majowa…” i na zakończenie „Rota”.

Chórzystkom za koncert podziękował Burmistrz Rabki-Zdroju Leszek Świder , a gwiazdą tegorocznej Majówki był Piotr Cyrwus, znany i lubiany aktor - który z ekipą kucharzy przygotował na mega patelni orientalny gulasz.
My, słuchacze, również bardzo dziękujemy chórzystkom za piękny koncert.

Zarząd Rabczańskiego UTW
Zdjęcia: Piotr Kuczaj  :::więcej


Wydarzenia roku akademickiego 2018/19